ZPAF-Okręg Śląski   Aktualności   Szymon Piotr nie żyje

1 wrzesień 2005

PIOTR SZYMON NIE ŻYJE

Katowicki fotografik Piotr Szymon zginął w nieszczęśliwym wypadku nad Morzem Czarnym. Odszedł jeden z najlepszych twórców fotografii dokumentalnej.

Pogrzeb Piotra Szymona odbył się w sobotę 3 września 2005, został pochowany na cmentarzu przy ulicy Sienkiewicza w Katowicach.
Cieszył się człowiekiem
Niewiele spraw było ważniejszych dla Szymona niż fotografia. Jest w każdym punkcie Jego przedwcześnie zamkniętej biografii. Od grupy fotograficznej "Kron" z Tychów, przez Instytut Twórczej Fotografii w Cieszynie, pracę w Muzeum Historii Katowic i wreszcie własną pracownię fotografii w katowickiej Akademii Sztuk Pięknych. Od 1983 roku, kiedy zrobił pierwsze, w pełni zadowalające Go zdjęcie w Chorwacji. Niemal przez cały czas tworzył jednym ukochanym aparatem: starą Yashiką, którą pieszczotliwie nazywał "Japoneczką".
Na tym pierwszym udanym zdjęciu była starsza Chorwatka sprzedająca na targu ziemniaki. To była zapowiedź tematu, któremu Szymon szczególnie się poświęcił, największemu z możliwych: człowiekowi. "W mojej fotografii dokumentalnej najważniejsze są spotkania z ludźmi. Właśnie człowiek ze swymi problemami, zwyczajną codziennością, smutkami, sacrum i profanum stał się od kilku lat głównym tematem moich fotograficznych zainteresowań" - napisał kiedyś Szymon. Zapewne wielu artystów aparatu mogłoby się podpisać pod tymi słowami.
Ale niewielu potrafiło tak jak Szymon poświęcić cały swój czas i uwagę fotografowanym ludziom.
Jeśli mógł drążył temat do skutku, wracając regularnie do tych samych miejsc, spotykając tych samych ludzi. Osiem razy jeździł do Kalwarii Zebrzydowskiej fotografować tamtejsze misterium Drogi Krzyżowej. I bardziej niż sam spektakl interesowali go pielgrzymi: ich twarze, uniesienia, gesty świadczące o przeżywaniu całego misterium. Takiego upartego podejścia nauczyli Go Czesi, z jego ulubionym mistrzem Jindrichem Streitem na czele. To ten profesor opawskiej szkoły Mu, że "dobry dokument oznacza ciągłe powracanie do tematu".
Opawa uczyniła Szymona fotografikiem dokumentalnym. Katowicki artysta stał się jej adwokatem na Śląsku i wszędzie tam, gdzie wyjeżdżał. ciągle miał przeświadczenie, że ten rodzaj fotografii zasługuje na więcej uwagi, szacunku, uznania. Czym różni się fotografia dokumentalna od reportażu zrozumiałem, kiedy pokazywał mi swój cykl zdjęć Romów ze słowackiego Spiszu. Długo mógł opowiadać o każdej z kilkudziesięciu fotografii. Pamiętał okoliczności ich powstania i historię ludzi, na których skierował obiektyw. Przede wszystkim jednak zachwycał się nad każdą twarzą, cieszył każdą poznaną osobą. Dla Szymona, który zdobył Grand Prix ogólnopolskiego konkursu pod hasłem "Kochać człowieka" to nie był frazes. Oprócz fotografii jego żywiołem była także woda. Dużo pływał i wędkował. Zginął podczas urlopu nad Morzem Czarnym. Odszedł jak artysta w szczytowej formie. jeszcze w czerwcu odbierał aż dwie nagrody w konkursie "Bez granic" na FotoArtFestivalu w Bielsku-Białej. Wtedy spotkaliśmy się po raz ostatni.

Łukasz Kałębasiak
Gazeta Wyborcza [Katowice] 29 sierpnia 2005.
          ZOBACZ PREZENTACJĘ AUTORSKĄ >>