
Polecamy wystawę fotografii Maria Śliwa „Ewa” w Muzeum Historii Katowic ul. ks. J. Szafranka 9. Wernisaż odbędzie we wtorek się 6 października 2026 o godz. 18.00. Wystawę można oglądac do 15 listopada 2026 w godzinach pracy muzeum. Kurator wystawy Arkadiusz Ławrywianiec. Wstęp wolny.
Jak doszło do powstania wystawy pt. “EWA” Cykl “Ewa” nigdy nie był pokazywany jako wystawa. Powstał chyba w 1994 roku, gdy studiując w Instytucie Twórczej Fotografii któryś z wykładowców, najprawdopodobniej Antonin Brany kazał zrobić reportaż z miejsca, które wymaga przełamania własnych, wewnętrznych blokad. Ja nawiązałam wtedy kontakt z Domem Pomocy Społecznej.. Szefem był tam przystojny, elegancki mężczyzna o złotym sercu, już od lat niestety nieżyjący, ś.p. Pan Gerard Hiza. Pozwolił mi odwiedzać DPS kiedy i jak często chcę. W zadbanym budynku, na parterze, były dziewczynki i chłopcy w bardzo złym stanie psychofizycznym, m.in. z wielonarządowym porażeniem mózgowym. Wyższe piętra zajmowali już tylko chłopcy i młodzi mężczyźni głównie, ale nie tylko, z niepełnosprawnością intelektualną. Pierwsze zetknięcie z tym ośrodkiem było trudne, ale nie paraliżujące. Za sprawą wspaniałego personelu było to miejsce pogodne i przyjazne. Robiłam tam wiele różnych zdjęć, ale po pewnym czasie coraz uważniej, z aparatem w ręku, przyglądałam się pracy jednej z pracownic. Ewa, bo o niej mowa, nieco różniła się od reszty personelu. Nie grała, nie zakładała masek, była w 100% sobą i mimo jej, momentami niekonwencjonalnemu zachowaniu widziałam, że podopieczni z wzajemnością ją kochają. Ewa mieszkała wtedy w budynku DPS‑u i mentalnie, a często i praktycznie, była ze swoimi chłopakami znacznie dłużej niż trwa dniówka. DPS nie był dla niej zwykłą pracą. To było jej całe życie. Trudno mi teraz dokładnie określić częstotliwość i okres moich wizyt w tym ośrodku, ale materiału zebrałam sporo. Niestety fotografowałam na dość słabej jakości niemieckich negatywach TURA i polskich negatywach HL o czułości 27 DIN czyli 400 ISO i to zwłaszcza w ponurym okresie jesienno-zimowym, filmy wywoływałam forsownie, by zwiększyć ich światłoczułość i finalnie jakość materiału fotograficznego nie była perfekcyjna. Na zaliczenie przedmiotu oddałam jakieś fotografie przedstawiające “trudniejsze sytuacje” (może kiedyś je pokażę 😉 ), a z cyklu opowiadającego o Ewie, chyba dla wykładowcy Vojtecha Bartka, który miał zajęcia z typografii, wykonałam zadaną przez niego fotoksiążkę. Z powodu niedostatków technicznych nie miałam śmiałości publicznie tych zdjęć pokazywać na wystawach. Po dziewięciu latach znowu na dłuższy okres wróciłam z aparatem do tego samego Domu Pomocy Społecznej, by już nie na studia, ale dla siebie, przygotować fotograficzne opowieści o jego czterech mieszkańcach: Kaziku, Marcinie, Andrzeju i Tomku. Te fotografie pokazywałam w formacie 30x40 cm z moimi autorskimi komentarzami. Prócz tych czterech bohaterów na mniejszych formatach zaprezentowałam ok. 70 fotografii z życia DPS‑u, stanowiących tło. Wystawę tę nazwałam “Jestem!”. Była ona pokazywana wpierw w Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej w Rybniku, a następnie w galerii ZPAF na ul. Warszawskiej w Katowicach. Teksty do tej wystawy napisali mi przyjaciele z Okręgu Śląskiego; Jerzy Lewczyński i Michał Sowiński oraz znający mnie dobrze poeta i publicysta z mojej miejscowości, Stanisław Krawczyk. Na obu tych wernisażach obecny był Pan dyrektor DPS, kluczowi bohaterowie fotografii i ich koledzy. Dla Pana Gerarda nie było problemem nawet przywiezienie i wniesienie po schodach leżącego, z poważnym porażeniem mózgowym, Marcina. Wystawę tę pokazałam w 2004 roku. Dziś Kazik, najbardziej “barwny” z moich bohaterów, jako zawsze najstarszy mieszkaniec tego Ośrodka, jest już po osiemdziesiątce. Od lat w DPS jest nowa dyrekcja i pracownice, ale są też i takie, które pamiętają mnie z dawnych lat. Wszyscy tam pięknie działają, traktując podopiecznych jak swą rodzinę. Wciąż
dzieje się tam wiele dobrego, a ja co jakiś czas robię im dokumentację fotograficzną z nieprawdopodobnie świetnie przygotowanych uroczystości, balów, festynów. W listopadzie 2025 w galerii ZPAF w Katowicach miałam okazję zaprezentować moją twórczość na spotkaniu z cyklu “Poznajmy się”. Inicjatorem i mózgiem tego cennego przedsięwzięcia, które ma na celu rejestrację filmową członków okręgu dla celów archiwalnych jest mój wieloletni kolega Antoni Kreis. Wśród publiczności był ceniony fotografik, dokumentalista Arkadiusz Gola. To Arek zwrócił uwagę i docenił ten nigdy wcześniej publicznie nie pokazywany zestaw fotografii pt. “Ewa”, a prezes Okręgu Śl. ZPAF, Arkadiusz Ławrywianiec, zaprosił mnie do pokazania go w Muzeum Historii Katowic. Zdobyłam numer do Ewy, z którą nie widziałam się od wielu lat i z pewną obawą zadzwoniłam, by zaprosić ją na wernisaż (6 X 2026, wtorek). Ewa właśnie jechała tirem na Węgry. Powiedziała, że jasne, że mnie pamięta, że dostała te 32 lata temu ode mnie egzemplarz książki pt. “Ewa” (jeden z dwóch powstałych), oraz że wzięła przed laty odprawę z DPS i za te pieniądze zrobiła prawo jazdy na ciężarówki i że z trasy do domu zjeżdża tylko na weekendy. Obiecała, że wyjątkowo postara się zmienić grafik, by dotrzeć na wernisaż. Jestem szczęśliwa i podekscytowana! Maria Śliwa, początek września 2026
EWA.
Historia fotografii zna wiele opowieści o ludziach żyjących poza głównym nurtem społeczeństwa – chorych, wykluczonych, mieszkańcach instytucji. Przez długi czas byli oni przede wszystkim przedmiotem obserwacji. W drugiej połowie XX wieku fotografia dokumentalna zaczęła jednak szukać innego języka: zamiast patrzeć na człowieka z zewnątrz, próbowała być z nim.
Jednym z ważnych przykładów jest „Ward 81” Mary Ellen Mark, która w 1976 roku przez wiele tygodni przebywała w zamkniętym oddziale psychiatrycznym dla kobiet. Fotografka nie chciała stworzyć jedynie reportażu o instytucji. Poznawała pacjentki, zdobywała ich zaufanie i czekała, aż przestaną zwracać uwagę na aparat. Dzięki temu jej fotografie stały się zapisem relacji, a nie tylko obserwacji.
Inną drogę wybrała Diane Arbus, fotografująca m.in. mieszkańców instytucji dla osób z niepełnosprawnością intelektualną. Jej obrazy często konfrontowały widza z odmiennością. Maria Śliwa idzie w przeciwnym kierunku. Nie szuka niezwykłości ani nie buduje dystansu. W jej fotografii odmienność przestaje być tematem – pozostaje po prostu częścią ludzkiego życia. Bliżej „Ewy” znajduje się „San Clemente” Raymonda Depardona, wieloletnia opowieść o mieszkańcach włoskiego szpitala psychiatrycznego. Podobnie jak Śliwa, Depardon odnajduje znaczenie w codzienności: w geście, dotyku, spojrzeniu, zabawie, chwili odpoczynku. Nie potrzebuje spektakularnego wydarzenia. Wystarcza człowiek. „Ewa” nie jest jednak opowieścią o instytucji. Jest opowieścią o więzi.
Maria Śliwa trafiła do Domu Pomocy Społecznej w Orzeszu jako studentka, początkowo realizując zadanie fotograficzne. Z czasem miejsce, którego miała się nauczyć fotografować, stało się miejscem spotkania z ludźmi. Szczególną uwagę przyciągnęła Ewa – pracownica DPS‑u, która nie ukrywała się za zawodową rolą. Była bezpośrednia, czasem niekonwencjonalna, ale przede wszystkim prawdziwa. Mieszkała w ośrodku i pozostawała ze swoimi podopiecznymi znacznie dłużej, niż wymagała tego praca. DPS nie był dla niej tylko miejscem zatrudnienia. Był częścią jej życia. Na zdjęciach trudno czasem powiedzieć, kto właściwie się kim opiekuje. Są śmiech, dotyk, zabawa, cielesność, zmęczenie i wzajemne zainteresowanie. Bohaterowie nie są biernymi obiektami obserwacji. Uczestniczą w fotografii. Współtworzą ją. W tym sensie „Ewę” można również zestawić z „Zapisem socjologicznym” Zofii Rydet – nie ze względu na skalę czy formę, lecz na przekonanie, że dokument zaczyna się wtedy, gdy fotograf przestaje jedynie szukać „tematu”, a zaczyna poznawać człowieka. Zofia Rydet jest również postacią, która wywarła duży wpływ na Marię Śliwę w początkach jej kariery zawodowej. Maria często wspomina postać Rydet, oraz ich wspólne relacje, stąd też subtelna uważność na drugiego człowieka nie jest tu przypadkowa. Istotny jest także czas. Negatywy wykonane ponad trzydzieści lat temu nie były technicznie perfekcyjne. Fotografowane w trudnych warunkach, forsowane, pełne ziarna i niedostatków światła, przez lata pozostawały prywatnym archiwum. Dzisiaj ich niedoskonałość staje się wartością. Przypominają obrazy zachowane przez pamięć – nieidealne, ale prawdziwe.
Po trzydziestu dwóch latach Ewa nadal pamięta fotografkę i zachowała podarowaną jej książkę „Ewa”. Dziś prowadzi ciężarówkę i przemierza Europę. Ich ponowne spotkanie sprawia, że cykl przestaje być jedynie dokumentem przeszłości.
„Ewa” staje się opowieścią o pamięci, bliskości i trwałości spotkania. Maria Śliwa nie fotografuje „innych”. Fotografuje ludzi, z którymi na pewien czas połączyła ją prawdziwa relacja. I właśnie dlatego te fotografie, po ponad trzech dekadach, wciąż są żywe.
Arkadiusz Gola
Jestem fotografem — artystą (członek ZPAF od 1999), rzemieślnikiem, nauczycielem, ale przede wszystkim podróżnikiem i obserwatorem życia.
Fotografia pojawiła się w moim życiu wiele lat temu i od tego czasu stała się sposobem patrzenia na świat. Pierwszy kontakt z fotografią miałam w Policealnym Studium Fotograficznym w Katowicach. Potem studiowałam w Instytucie Twórczej Fotografii w Opavie (dyplom z wyróżnieniem) oraz w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej,Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Od lat uczę fotografii w policealnych i średnich szkołach fotograficznych.
Moje fotografie opublikowane są m.in. w albumach “Dopełnienie konieczne — śląskie fotografki” (2012, wyd. Muzeum Śląskie) i “Akt w polskiej fotografii” (2013, wyd.Buchmann, grupa wydawnicza Foksal). Jako fotograf uważnie przyglądam się relacjom międzyludzkim, emocjom i codziennym sytuacjom — ostatnio również w kontekście różnic kulturowych.
Zainteresowanie drugim człowiekiem przewija się przez całą moją twórczość. Pierwsza moja wystawa fotograficzna “Promyczki” (1990) — czarno-białe portrety dzieci — była próbą uchwycenia ludzkiej obecności i emocji. W cyklu “Panopticum” (1998–1999) opowiadałam o przenikaniu się światów: kobiecości i męskości, młodości i starości. W “Relacjach” (2003) badałam więzi między konkretnymi osobami — ich bliskość, oddalenie, napięcia i czułość. W “Jestem!” (2004) skierowałam obiektyw na mieszkańców Domu Pomocy Społecznej. W 2005 roku pokazałam zestaw nieoczywistych, nasuwających skojarzenia z pejzażem fotografii ciała ludzkiego pt. “Mapa ciała”. W rozpoczętym w 2011 roku i stale rozwijanym cyklu “Homo Gemini” fotografuję bliźniaków w ich pokojach. Wracam do nich z aparatem co kilka lat, by obserwować, jak zmieniają się ich ciała, relacje, otoczenie. Wystawa “Tam, gdzie ludzie” (2025) to z kolei obszerny cykl portretów o charakterze reporterskim, przedstawiający ludzi z różnych zakątków świata. W 1994 powstał istotny dla mnie, aczkolwiek dotąd niepublikowany obszerny zestaw fotografii pt.”Ewa”, mówiący o pracownicy Domu Pomocy Społecznej. Teraz, po trzydziestu dwóch latach po raz pierwszy pokazuję go na wystawie.




