Wspomnieniowa wystawa fotografii Piotr Szymon „Dzieci z bliska i oddali”

Związek Pol­s­kich Artys­tów Fotografików Okręg Śląs­ki zaprasza na wspom­nieniową wys­tawę fotografii Piotr Szy­mon „Dzieci z bliska i odd­ali”. Wernisaż odbędzie się w środę 1 lip­ca 2026 roku o godz. 18.30 w „Galerii Katow­ice” Związku Pol­s­kich Artys­tów Fotografików Okręg Śląs­ki przy ul. Dąbrowskiego 2. Wys­tawę moż­na oglą­dać do 31 lip­ca 2026 roku od wtorku do piątku w godz. od 17.00 do 20.00. Kura­torzy: Antoni Kreis, Arka­diusz Ławry­wian­iec. Wstęp wolny. 

PIOTR SZYMON (1957–2005) był po ojcu tysza­ninem, mat­ka pochodz­iła z Białej Krakowskiej. Fotografował od dziecińst­wa, a członkiem klubu fotograficznego KRON został
w 1979 r. (nr leg.015). Początkowo stu­diował pra­wo na Uni­w­er­syte­cie Śląskim, doszedł niemal do mag­is­teri­um, ale stu­dia rzu­cił, odbył służbę wojskową i zatrud­nił się w Muzeum His­torii Katow­ic w dziale fotograficznym, w 1990 przeszedł na ASP do pra­cowni fotograficznej, którą wów­czas kierował prof. M. Maciuszkiewicz. W 1994 r. rozpoczął stu­dia w Insty­tu­cie Twór­czej Fotografii na Uni­w­er­syte­cie Śląskim w Opaw­ie w sys­temie zaocznym. Najpierw I stopień, tzw. bakalars­ki (licenc­jat), zakońc­zony pracą dyplo­mową na tem­at twór­c­zoś­ci Józe­fa Dańdy oraz zestawem zdjęć pąt­ników kalwaryjs­kich. Kom­plet tych zdjęć został ofi­arowany Ojcu Święte­mu Janowi Pawłowi II pod­czas piel­grzym­ki w Gli­wicach, a Piotr otrzy­mał spec­jalne podz­iękowanie z Watykanu. Uczel­nia czes­ka uhonorowała go brą­zowym medalem. Pio­tra marzenia w ten sposób zostały zre­al­i­zowane, marzył bowiem o sprezen­towa­niu swych fotografii Janowi Pawłowi II. W 2001 roku ukończył na ITF stu­dia mag­is­ter­skie pracą na tem­at twór­c­zoś­ci Stanisława Markowskiego oraz zestawem zdjęć pąt­ników kalwaryjs­kich z Zebrzy­dow­ic i Kalwarii Pacławskiej, także piel­grzymek papies­kich w Polsce i fotografi­a­mi z pra­wosławnej Grabar­ki. Uczel­nia czes­ka uznała go za swego najlep­szego stu­den­ta. A w Kra­ju zaczął zdoby­wać coraz więcej nagród. W 2001 r. otrzy­mał Grand Prix i dyplom Rady Pro­gramowej ZPAF pod­czas II Ogólnopol­skiego Bien­nale Fotograficznego „Kochać człowieka” w Oświęcim­iu za zestaw zdjęć rom­s­kich. W tym samym roku jego zdję­cia — jako jed­nego z niewielu śląs­kich fotografików — zostały opub­likowane w „Księdze Dziesię­ci­ole­cia RP 1989–1998”. W kole­jnym roku przyję­to go do ZPAF. Brał udzi­ał w licznych wys­tawach indy­wid­u­al­nych i zbiorowych w kra­ju i za granicą. Przez 5 lat pra­cow­ał w Pry­wat­nej Szkole Policeal­nej w Biel­sku-Białej, gdzie uczył fotografowa­nia. Prowadz­ił też kursy fotograficzne. Przy­go­towywał się do dok­toratu, najpierw
w Czechach, potem u prof. Alek­san­dra Żakow­icza w Katow­icach. W lipcu 2005 r. uzyskał
na między­nar­o­dowym Foto Art Fes­ti­walu w Biel­sku Białej dwie nagrody – pier­wszą i trze­cią za zestawy zdjęć – „Lit­wa kart­ki z his­torii” oraz „Znalezisko”. Zginął 21 sierp­nia 2005 r. w Morzu Czarnym.

Fotograf ludzi

Piotr był moim Przy­ja­cielem. Nie tylko zresztą moim – przy­jaźnił się z ludź­mi. Jaki­mi? Tymi, którzy odpowiadali na jego uśmiech, na Jego ciche pozdrowie­nie, na Jego nieśmi­ałe pytanie: „czy mogę pani/panu zro­bić zdję­cie…?” Miał niezwykły dar pole­ga­ją­cy na łatwym kon­tak­cie z drugim człowiekiem. Bywałem z nim na wyjaz­dach fotograficznych i nier­az widzi­ałem, jak naw­iązy­wał roz­mowy z ludź­mi: młody­mi, starszy­mi… Na przykład w Niedzielę Pal­mową, gdzieś w pod­krakowskiej miejs­cowoś­ci, gdzie pojechal­iśmy fotografować obrządek poświęce­nia gigan­ty­cznych palm wielka­noc­nych obser­wowałem go nieśmi­ało spaceru­jącego pośród kolorowego tłu­mu, raz za razem kieru­jąc swój obiek­tyw na ciekawą twarz, wypa­tr­zoną pośród wielu innych. Nie krył się z aparatem, nie chował go, nie stosował długich ogniskowych, żeby stać się niewidocznym. Każ­da z fotografowanych osób była świado­ma, że jest fotografowana. Innym razem, pod­czas mis­teri­um w Kalwarii Zebrzy­dowskiej bard­zo źle odbier­ał fotore­porterów wpy­cha­ją­cych się w tłum, przedzier­a­ją­cych się pomiędzy ludź­mi, aby za wszelką cenę zdobyć zdję­cie. A prze­cież wielo­bar­wny tłum to nie tylko turyś­ci zaciekaw­ieni sce­na­mi odt­warzanym przez aktorów, ale i wiele osób sku­pi­onych na mod­l­itwie, szuka­ją­cych religi­jnego wyciszenia. Piotr swo­je najlep­sze zdję­cia robił obser­wu­jąc to, co dzi­ało się na obrzeżach wydarzeń. Jakaś kobi­eta z małym dzieck­iem na ręku sto­ją­ca pod drzewem, jakaś starsza pani klęczą­ca na traw­ie – jej podał rękę, pomógł wstać. Wzbudzał zau­fanie: nigdy nie grał roli fotore­portera-zawodow­ca, który musi zdobyć zdję­cie za wszelką cenę. Był zawsze jed­nym z nich – tych, których fotografował.
Łat­woś­ci i odwa­gi w kon­tak­tach ze swoi­mi mod­e­la­mi zaz­droś­ciłem mu bard­zo. Mimo mojego długiego doświad­czenia fotograficznego do dziś mam duże opory, aby zwró­cić się do kogoś z pytaniem: „czy mogę pani/panu zro­bić zdję­cie?” Piotr zawsze mi mówił: prze­cież ja niko­mu krzy­wdy nie robię, ja chcę tych ludzi wyróżnić, unieśmiertel­nić. Najwyżej ktoś mi powie „nie”! Tak, ale to też były trochę inne cza­sy: nie było RODO, ludzie mieli twarze a nie wiz­erun­ki, które chroni pra­wo. Ciekawe, jak w dzisiejszej rzeczy­wis­toś­ci znalazł­by się człowiek, który potrafił dostrzec obok siebie innego człowieka? Wygrał kiedyś konkurs fotograficzny pod hasłem Kochać człowieka – nie mogło być inaczej!
Ta fotografia, którą dziś prezen­tu­je­my w Galerii Związku Pol­s­kich Artys­tów Fotografików Okręgu Śląskiego, którego Piotr był akty­wnym członkiem, pokazu­ją­ca Jego zdję­cia poświę­cone dzieciom, jest dla mnie oczy­wistym potwierdze­niem tego, że w każdym z tych młodych oby­wa­teli Piotr widzi­ał mniejszego lub więk­szego Człowieka.
Bard­zo lubię Jego fotografię! Nie jestem obiek­ty­wny? Może. Wszak Piotr był moim Przyjacielem!
Antoni Kreis

Piotr Szy­mon „Dzieci z bliska i oddali”
Piotr był niezwyk­le empaty­cznym i wrażli­wym człowiekiem. Ile razy Piotr spo­tykał się z drugim człowiekiem, zawsze poświę­cał mu równie dużo uwa­gi bez wzglę­du na wiek, stanowisko, pochodze­nie, zain­tere­sowa­nia. Podob­nie było gdy fotografował dzieci, które są bohat­era­mi prezen­towanej wys­tawy. Dzieci z natu­ry swo­jej pozu­ją bez uprzedzeń, a w przy­pad­ku zdjęć Pio­tra Szy­mona da się wyczuć ich zain­tere­sowanie spotkanym fotografem, da się dostrzec to połącze­nie spo­jrzeń, które są sym­bol­icznym rewanżem małych mod­eli w sto­sunku do fotografa. Sposób pode­jś­cia do swoich bohaterów wyróż­nia Pio­tra Szy­mona, wśród wielu doku­men­tal­istów. Piotr nie szedł na skró­ty, pod­chodz­ił blisko, prowadz­ił swoisty dia­log poprzez obiek­tyw. Oprócz tego roz­maw­iał ze swoi­mi mod­e­la­mi. Pamię­tam, jak opowiadał o roz­mowie z nieżyją­cym już ostat­nim tzw. „dzi­a­dem kalwaryjskim”, które­mu poświę­cił szczególne miejsce w swo­jej fotografii
z Kalwarii Zebrzy­dowskiej. Obec­nie prezen­towany mate­ri­ał w całoś­ci jest poświę­cony dzieciom, które śledz­ił swoim aparatem wszędzie tam gdzie fotografował. Mamy więc dzieci uczest­niczące w nabożeńst­wach na Górze Gar­barce, pro­cesji tridu­um paschal­nego w Kalwarii Zebrzy­dowskiej, są również na wys­taw­ie portre­ty dzieci ze śląs­kich pod­wórek, z familoków. Wszys­tkie te fotografie łączy bliskość fotografa i mod­eli. Tej bliskoś­ci życzę wszys­tkim oglą­da­ją­cym te wspani­ałe fotografie.
Składam wielkie podz­iękowa­nia Pani Boże­nie Cząst­ka-Szy­mon, za pielę­gnac­je spuś­cizny fotograficznej Pio­tra Szy­mona i za uży­cze­nie prac do nie­niejszej wystawy.
Arka­diusz Ławrywianiec

Piotr Szy­mon „Dzieci z bliska i z odd­ali”, wys­tawa na dwudzi­estą pier­wszą rocznicę śmierci

Na wys­taw­ie prezen­tu­je­my zdję­cia z cyk­li „Wszys­tkie dzieci są nasze” oraz „Młodzi i ich świat”. Uwiecz­ni­a­ją one dzieci oraz młodzież z różnych sze­rokoś­ci geograficznych/rozmaitych stron – pol­skie, łącznie z pra­wosławny­mi z Grabar­ki, rom­skie ze Słowacji, tatarskie z Kry­mu, dzieci z Litwy i znad Duna­ju, dzieci
z Paryża i Lon­dynu, ale też pol­skie dzieci z Zaolzia, z pol­skiej szkoły w Bystrzy­cy im. Stanisława Hadyny. Są dzieci z rumuńskiej Bukowiny, żydowskie z Izraela oraz Tykoci­na, egip­skie z Alek­san­drii, Kairu i Gizy. Dzieci spotkane po drodze pod­czas licznych wędrówek Pio­tra. W sum­ie – dzieci z bliska (Myśliny, Dobrodzienia, Katow­ic ) i dzieci widziane z odd­ali, pod­czas pobytów na Krymie, w Azji i Afryce. Dzieci najczęś­ciej szczęśli­we bez wzglę­du na sytu­ację. Dzieci pod­czas zabawy (bogu­ci­ck­ie na trzepaku), dzieci pracu­jące z Szopi­enic, dzieci pil­nu­jące rodzi­ciel­s­kich stra­ganów w drodze do kami­en­nego miastecz­ka nad przepaś­cią oraz na karaim­s­ki cmen­tarz w Czu­fut Kale na Krymie, dzieci żebrzące pod pirami­da­mi w Gizie, dzieci z piel­grzymek, np. na krakows­kich Bło­ni­ach pod­czas wiz­y­ty Jana Pawła II, w słowack­iej Lewoczy, w cza­sie Dro­gi Krzyżowej w Wiel­ki Piątek w Kalwarii Zebrzy­dowskiej, na Grabarce (w cerk­wi oraz na cmen­tarzu), a także w sytu­acji komu­ni­jnej. Mamy wiz­erun­ki młodych kibiców sportowych i chłop­ca z domu dziec­ka. Są więc dzieci z bliska – Katowic
i Myśliny-Turzy (Natal­ka P. i Daw­idek P. oraz Mag­du­sia P. a także dzieci z dale­ka — Murzyn­ki z Paryża i Lon­dynu. Na zdję­ci­ach czarno-białych oraz kolorowych obser­wu­je­my dzieci o różnym kolorze skóry, zwyk­le beztroskie, szczęśli­we, rozbaw­ione. Dzieci ład­nie ubrane, ale też umoru­sane i ubo­gie. Pokazu­je­my spon­tan­iczne spotka­nia Pio­tra z dzieć­mi. One nabier­a­jąc zau­fa­nia do fotografi­ka pozu­ją w sposób nat­u­ral­ny i swo­bod­ny. Szczegól­nie cenne i ciekawe są fotografie rom­skie spod Popradu na Słowacji. Tamte zdję­cia, z wiosek, do których trafili dwaj polscy fotografi­cy, obrazu­ją świat rom­s­kich rodzin, Rzad­ko kiedy dzieci wys­tępu­ją samot­nie. Najczęś­ciej w towarzys­t­wie rodz­iców oraz babć, cza­sem dzi­ad­ków. Bo takie są stale środowiska rom­skie. Szanu­jące trady­cję, wielopokole­niowe i szczęśli­we, choć ubogie.
Fotografie układa­ją się cza­sem w pewne opowieś­ci, w his­to­ryj­ki, np. o podróży pociągiem ze Lwowa do Sym­fer­opo­la na Krymie, o tatarskiej dziew­czynce jadącej z Bakczysara­ju do Sewastopo­la, o chłopię­cych zawodach przy barce w Zatoce Ker­czeńskiej. Widz­imy dzieci z zabawka­mi, z ulu­biony­mi zwierzątka­mi, zwłaszcza z kotka­mi czy maskotka­mi. Obser­wu­je­my małego Daw­i­da z Myśliny zafas­cynowanego chrząszczem, z cza­sów kiedy te właśnie owady były jego wielkim odkryciem. Dzieci pod­czas obrzędów religi­jnych katolic­kich i pra­wosławnych w Polsce i poza nią.
Fotografie pokazu­ją też zwycza­je imi­tu­jące przyszłe role społeczne, np. dziew­czyn­ki z lalka­mi-niemowlaka­mi (współcześnie takie wido­ki są już nieobec­ne). Są też uczen­nice z Kairu w szarych mundurkach, są żydows­cy chłop­cy przy Ścian­ie Płaczu w Jero­zolim­ie pod­czas bar micwy. Są młodzi Żydzi pod­czas odwiedzin Tykoci­na, siedzą­cy pod syn­a­gogą. Są pol­skie i rom­skie dzieci oraz młodzież uczest­niczące w religi­jnych uroczystościach.
Liczne zdję­cia mają już charak­ter his­to­ryczny. Niek­tóre częś­ci robot­niczych dziel­nic Katow­ic przes­tały ist­nieć lub zmieniły swo­ją funkcję. Świat trzepaków – miejsce spotkań i akro­baty­cznych dzi­ałań młodych ludzi odszedł w zapom­nie­nie. Podob­nie nie zobaczymy już młodych chłopców z worka­mi węgla – jak na fotografi­ach z cyk­lu „Zwykły dzień w Szopi­eni­cach”. Rzad­kie są też wido­ki opie­ki starszych dzieci nad młodszymi…
Piotr nie zdążył zare­je­strować dzieci z komórka­mi czy smart­fon­a­mi. Przed dwudziestoma laty była to jeszcze sytu­ac­ja rzad­ka. Dzieci pozosta­ją w inter­akcji z rówieśnika­mi, wspól­nie się bawią
i chęt­nie pozu­ją. Kałuża stanowi cen­trum świa­ta, a des­ka pod drzewem niedaleko świą­tyni – to sklep,
w którym naśladu­ją dorosłych ofer­u­jąc towary, zach­wala­jąc je, opowiada­jąc o his­torii ich zdoby­cia. Ten świat na naszych oczach odchodzi. Dzię­ki fotografii jeszcze ist­nieje. To fotografia pozwala mu przetrwać.
Wys­tawa pokazu­je zdję­cia robione przez Pio­tra począwszy od spły­wu Duna­jem z 1973 po ostatnie
z 2005 roku pod­czas drugiego poby­tu na Krymie, a także w Rzymie na pogrze­bie Jana Pawła II. Na wys­taw­ie prezen­towane są zdję­cia z katow­ic­kich dziel­nic, wido­ki już nieobec­ne w pejza­żu miejskim. To niewąt­pli­wie mate­ri­ał na album.

Boże­na Cząst­ka – Szymon
Andrzej Szymon