|
|
|
|
|
ODCISK ŹRENICY
Najpierw artyści nie podpisywali nawet swoich dzieł. Po prostu. Pozostawali bezimienni. Niewidoczni. W jakimś sensie nieznani.
A potem ktoś wpadł na pomysł, żeby zostawić swój podpis. Signum. Nazwisko. Znak. Pokazać siebie nie tylko poprzez swoja pracę, ale bardziej wprost, bezpośrednio, zaznaczyć swoją obecność.
Piękno i fenomen sztuki dotykają bowiem tego prostego faktu, że warto być. Dobrze jest być. Samo bycie jest wielkie. Ważne. Potrzebne. Piękne. Czyż nie nazbyt często zapominamy o tym prostym fakcie na co dzień?!
Trzeba być.
Przez galerię Katowice przewijają się setki zdjęć. Może nawet tysiące. Coś, jakaś siła, każe ich autorom utrwalać to co widzą. Zachować dla innych fragment pejzażu, ulicy, budynku. Zatrzymać miękkie światło, dziwny cień. Pokazać ogromne konstrukcje, bujną lub zdegradowaną przyrodę, rzeczy, detale. Ludzi, sytuacje, kompozycje, konteksty, barwy
Tyle obrazów wydaje się wartych ocalenia.
A dziś artyści postanowili pokazać samych siebie. Narcyzm? W jakimś tam stopniu zapewne tak. Wszak bez narcyzmu nie byłoby sztuki.
Tak więc narcyzm, ale i odwaga. I bez niej nie powstałoby zapewne nic. Autoironia? Determinacja? Otwartość, chęć dialogu? Zwrócenia na siebie uwagi: Tu jestem! Twórca, który sam siebie uczynił tematem i tworzywem pokazuje nam, publiczności, swoją twarz.
Prawdziwą? No a jakąż by inną?! Wszystko jest prawdą. Zmyślenie również.
Panie! Panowie! Autoportret. Tacy jesteśmy. Tak siebie widzimy. Tacy chcielibyśmy lub nie chcielibyśmy być.
Oko w oko. Twarz w twarz.
Bartosz M. Wrona
|
| |
|
|
|
|